1996
Zdecydowanie moja ulubiona płyta R.E.M., ostatnie dzieło zespołu w pełnym składzie. Nagrana nietypowo, bo utwory powstawały w trakcie trasy promującej poprzedni album. Większość nagrań to połączenie muzyki z koncertów oraz przedkoncertowych prób dźwięku ze studyjnie dogranym wokalem. To wszystko zaowocowało bardzo dynamiczną, surową, rockową płytą. Nie ma tu żadnych hitów, jest za to ponad godzina wspaniałej muzyki.
1987
Ostatnia płyta Marillion nagrana z pierwszym wokalistą - Fishem. Znalazło się tu wszystko, co w Marillion z tamtych czasów najlepsze. Swego czasu moja ulubiona płyta zespołu z tamtego okresu, stąd jej wybór.
1989
Mój pierwszy (poza "Kayleigh" w radiu) kontakt z Marillion, płyta, dzięki której zakochałem się w muzyce tego zespołu. Zarazem pierwszy album nagrany z nowym wokalistą. Słychać tutaj jeszcze wyraźne echa starego Marillion, czemu zresztą trudno się dziwić, ponieważ część kompozycji, które znalazły się na tej płycie, jest opartych na materiale z ostatnich prób z Fishem. A zatem - stary Marillion z nowym wokalistą, czyli coś na dobry początek.
1987
Z tego albumu pochodzi największy przebój zespołu, "Beds Are Burning". Wybrałem tę płytę, ponieważ jest łatwa w odbiorze, melodyjna i stanowi dobry początek do rozpoczęcia przygody z Midnight Oil. Polecam wszystkim miłośnikom prostego, solidnego rocka.
1991
Debiutancki album Elektrycznych Gitar. Jestem prawie pewien, że osoba pierwszy raz słuchająca tej płyty dojdzie do wniosku, że tak naprawdę zna zdecydowaną większość piosenek. Ciekawostką dotyczącą tego albumu jest fakt, że został on nagrany bez udziału perkusisty - wszystkie partie perkusji pochodzą z komputera.
1989
Jeśli miałbym wskazać swój ulubiony album Simple Minds, to wybór padł by właśnie na tę płytę. Kompozycje są spokojne, melodyjne, rozbudowane. Momentami gdzieś tam przypominają mi Marillion. Na płycie znalazł się też świetny cover utworu "Biko" Petera Gabriela.
1990
Nazwa grupy w naszym kraju raczej mało komu cokolwiek będzie mówić. Sam na ten zespół natrafiłem całkiem przypadkowo, szukając na allmusic artystów wykonujących muzykę podobną do twórczości Midnight Oil. Zdając się na opinie redaktorów wspomnianego serwisu, na początek wybrałem płytę z największą liczbą gwiazdek. Tą płytą był właśnie "Swagger". Muzyka "niebieskich samolotów" od razu przypadła mi do gustu i album bardzo szybko stał się jednym z moich ulubionych. Od strony muzycznej mamy tutaj do czynienia z prostym, melodyjnym, gitarowym rockiem, faktycznie mającym wiele wspólnego z Midnight Oil, w pewnej mierze również z R.E.M. Ciekawostką jest warstwa wokalna, ponieważ wszystkie teksty są... melorecytowane. I to w bardzo ekspresywny sposób, co czyni album jeszcze bardziej interesującym. Nie ma na tej płycie słabej kompozycji, a przynajmniej dla mnie wszystkie są bardzo ciekawe i dobrze się ich słucha. Fanów R.E.M. do sięgnięcia po to wydawnictwo może zachęcić fakt, że w jednym z utworów głosu w chórkach użyczył Michael Stipe oraz to, że The Blue Aeroplanes supportowali R.E.M. podczas trasy w 1989 roku. Sam dowiedziałem się o tym dopiero po jakimś czasie, choć chórki wydawały mi się nad wyraz znajome...
1992
Madness po raz pierwszy usłyszałem i zobaczyłem na przełomie lat 80. i 90., kiedy w telewizji regionalnej pojawiły się fragmenty nagrań audycji z MTV (tak, były takie czasy, kiedy różne dziwne rzeczy działy się w TV). Pamiętam, że muzyka zespołu od razu mi się spodobała. Co ciekawe - byłem wtedy przecież jeszcze dzieckiem - od tamtego czasu moja sympatia do tej zwariowanej grupy ani trochę nie osłabła. W późniejszych latach podstawówki wreszcie kupiłem ich kasetę - "Madstock!", czyli takie koncertowe "the best of". Wśród utworów, które się tam znalazły, jest m.in. piosenka "Our House", którą kojarzą chyba wszyscy - był to bodaj najbardziej znany, ale jednocześnie jeden z wielu przebojów tej grupy, grającej bardzo udane połączenie ska z muzyką popową. Bardzo chętnie wracam co jakiś czas do tego koncertu i szczerze polecam każdemu te kilkadziesiąt minut wesołej, lekkiej, łatwej i przyjemnej muzyki.
1977
Zespołu z pewnością nikomu przedstawiać nie trzeba. Choć w przeszłości "Animals" słuchałem wielokrotnie, dopiero niedawno naprawdę doceniłem ten album. Teraz mogę powiedzieć, że to jedna z moich ulubionych płyt w dyskografii Pink Floyd. Co tu dużo mówić... po prostu klasyka.
2000
RPWL to niemiecki zespół, który swoją karierę rozpoczynał od grania koncertów z coverami Pink Floyd, a "God Has Failed" to pierwszy album w jego dorobku. Wydawnictwo powinno się spodobać sporej części miłośników brytyjskiej grupy, choćby ze względu na to, że utwory zawarte na płycie stanowią w pewnym sensie kontynuację twórczości Pink Floyd - słychać tutaj wyraźne nawiązania do kompozycji Brytyjczyków, a jednocześnie wszystko to brzmi świeżo i nowocześnie. Nie ma na tej płycie niczego szczególnie odkrywczego, pod tym względem ciekawsze są kolejne albumy RPWL. Ale może to i dobrze, bo dzięki temu album ten, dla osób lubiących muzykę Pink Floyd, stanowi dobry początek do zapoznania się z interesującą twórczością RPWL.
1983
Płytowy debiut Lady Pank. Jak dla mnie, najlepszy album w ich dorobku i jedna z najlepszych płyt polskiego rocka w ogóle. Oryginalny styl śpiewania Panasewicza w połączeniu z brzmieniem wyraźnie nawiązującym do popularnych w tamtym czasie The Police czynią ten album bardzo interesującą pozycją.
Koniec właściwej części strony. Wróć do menu.
Copyright © 1998-2008 Jordan Matuszek